Hay!!! W końcu postanowiłam się do was odezwać. W sumie nie mam jakoś dużo do powiedzenia ale co tam XDD Od teraz postaram się dodawać rozdziały mniej więcej w czasie nie dłuższym niż 5 dni. Soł miłego czytania i proszę o komentarze.
----------------------------------------------------------------
Pov. Niall
Obudził mnie... Paul?! Co on tu do cholery robi?!
- Niall wstawaj! Zaspaliście! - krzyczał mój wkurzony menadżer - Próba zaczęła się godzinę temu!
Nie
wiem czemu na widok czerwonego ze złości Paula zacząłem się głupio
śmiać. Za drzwiami zauważyłem Harrego i Lou z wiaderkiem
przestawiających sobie palce wskazujące do ust dając mi tym samym do
zrozumienia, że mam nie zdradzać ich obecności. Paul dalej coś tak
ględził o tym, że nie wolno nam się spóźniać i że mamy nigdy więcej nie
wyciszać telefonów. Tymczasem chłopaki nachylili się nad nim i szybko
przekręcili wiaderko. Usłyszałem głośny chlust i odruchowo zamknąłem
oczy. Kiedy je otworzyłem Paul był już przemoczony, a w ręce trzymał
telefon z którego kapała woda. Wszyscy trzej dostaliśmy ataku śmiechu.
Wiedzieliśmy, że nasz menadżer będzie wściekły i prawdopodobnie nas za
to zabije, ale teraz to się nie liczyło. Paul najpierw zrobił się
czerwony, potem fioletowy, a potem niebieski. Szczerze mówiąc nie
wiedziałem, że istnieje taki odcień granatowego. Ale i tak stało się coś
czego się kompletnie nie spodziewaliśmy. Paul odwrócił się do Harrego z
szerokim uśmiechem i powiedział:
- Okupujesz mi telefon debilu!
I znowu pokój wypełniły nasze śmiechy, ale teraz Paul też do nas dołączył.
-
Dobra chłopaki nie ma sensu iść do studia, więc macie dzisiaj wolne. -
to mówiąc wyszedł z pokoju. Hazz i Louis przybili piątkę i uśmiechnęli
się do mnie głupio.
- Chłopaki lukajcie! - krzyknął Zayn wbiegając do pomieszczenia i machając mi telefonem przed twarzą. Idiota wszystko nagrał!
-
Zayn prześlij mi to - poprosiłem i po 30 sekundach miałem już filmik na
telefonie. Postanowiłem go później wysłać do Vicki. Ubrałem się i
zszedłem do kuchni. Musiałem sobie sam przygotować kanapki, bo Harry
jeszcze nie zrobił śniadania. Harry-kucharka, jak to dziwnie brzmi. Po
10 minutowej walce z masłem i krajalnicą w końcu się udało, ale to co
stworzyłem ani trochę nie przypominało kanapki, więc po prostu
podgrzałem wczorajszą pizzę w mikrofalówce i zjadłem. Poszedłem po laptopa i wpisałem nazwę czatu w
Google. Nie była niestety dostępna. Napisałem jej, żeby wysłała mi
wiadomość na twiterze o której będzie mogła pisać i dołączyłem link do
mojego prawdziwego konta. Tych sfałszowanych było chyba ze 20 tysięcy.
Zamknąłem urządzenie. Oświeciło mnie. Jak huragan wleciałem do pokoju
Loczka. Był w samych bokserkach. Szybko wyciągnąłem telefon i zrobiłem
zdjęcie.
- Debil! - krzyknął Harry.
- Będzie świetne na Instagrama - zaśmiałem się.
- Przez ciebie będzie przeludnienie!
- Ale udowodnie wszystkim że Harry Styles ma małego - zacząłem chichotać jak idiota.
- I kto to mówi - Hazza wywrócił oczami.
- Ja. Ale nie przyszedłem żeby się z tobą kłucić. Mam pomysł - oznajmiłem przyjacielowi.
- Łał Niall Horan ma pomysł! Cud się zdarzył! - odpowiedział sarkastycznie - Co to za pomysł?
- No więc wszyscy polubiliśmy dziewczyny i może... Może byśmy je odwiedzili? - zaproponowałem.
-
Jak chcesz to zrobić? Nie wiemy gdzie mieszkają. Co prawda zawsze można
się ich spytać, ale jest zbyt duże prawdopodobieństwo, że ogłoszą to
wszystkim Directioners na świecie.
- Harry. My to One Direction! Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych!
- Chodźmy do chłopaków! - krzyknął i popędził do drzwi.
- Harry! Spodnie! - wydarłem się do niego.
- A no tak - wrócił się, włożył spodnie i czarną koszulkę.
Kiedy Styles się ubrał wparowaliśmy do salonu i ogłosiliśmy pozostałym
trzem piątym One Direction co zamierzamy zrobić. Zayn od razu zadzwonił
do Paula (na drugi numer, bo ten pierwszy został napadnięty przez wodę).
Za jakieś 2 dni mieliśmy dostać ich adresy. Do końca dnia dosłownie
emanowałem radością. Gdyby szczęście dało się zobaczyć to otaczałaby
mnie tęczowa poświata, a za mną biegałby jednorożec.