środa, 1 kwietnia 2015

Notka!!! Ważne!!!!!

Jak wiecie od mniej więcej grudnia publikowałam rozdziały tutaj i na Wattpadzie. I stwierdziłam, że Wattpad jest dużo wygodniejszy, więc rozdziały będą publikowane tylko tam. Tu macie link:
http://w.tt/1NBWzWk
Jeżeli ktoś jednak wolałby żebym zostawiła bloga to proszę pisać w komentarzach.

środa, 11 marca 2015

Rozdział 29

Pov. Maya
- No zajebiście! - krzyczał Zayn sprzątając rozlane mleko.
Siedziałam na krześle śmiejąc się z niego jak idiotka. Jego złość była nieuzasadniona. Mógł przecież zawołać Harrego Gosposię Stylesa.
- Może ci pomóc? - zapytałam widząc, że mulat najwyraźniej potrzebuje instrukcji obsługi ścierki.
- Może chyba raczej tak. - ponaglił mnie.
Wzięłam z blatu drugą szmatkę i kucnęłam obok niego. Przyglądał się jak moja ręka sprawnie manewruje kawałkiem materiału.
- Gotowe. - spojrzałam dumnie na czystą  podłogę, a potem mój wzrok przeniósł się na zszokowanego Malika, który raz po raz mrugał jakby chciał się upewnić czy to co zrobiłam mu się nie przyśniło.
- Czarna magia. - podniósł się z pozycji kucającej do stojącej i podszedł do mnie.
- Głupek. - cmoknęłam go przelotnie w policzek - Ty się rumienisz! - wykrzyknęłam z niedowierzeniem. Chłopak szybko zasłonił policzki.
- Wcale nie!
- Wcale tak! - zabrałam mu dłonie z twarzy, ale róż zdążył już zniknąć.

Pov. Pauline
Wbiegłam do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer do Philipa. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Pauline?
- Tak. Pamiętasz jak pytałam czy moglibyśmy się spotkać?
- Jasne.
- Teraz to spotkanie jest mi potrzebne. - mój głos zaczął się łamać.
- Nie płacz. Zaraz po ciebie przyjadę. Wyślij adres.
- Okej. Pa. - rozłączyłam się i otarłam łzę, której udało się uciec spod moich powiek. Wysłałam Philipowi adres chłopaków i zaczęłam się po cichutku skradać po schodach. Udało mi się niezauważalnie przejść przez korytarz. Założyłam buty i kurtkę i wyszłam z willi. Na podjeździe już czekał Philip. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i usiadłam na miękkim fotelu.
- Hej. - przywitał się ze mną z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć. - odpowiedziałam - Jesteś sam? W sensie w domu?
- Tak.
- To jedziemy do ciebie.
Nie musiałam długo czekać, bo chłopak od razu ruszył w kierunku swojego domu.
- Co się takiego stało, że do mnie zadzwoniłaś?
- Eee... Możemy pogadać jak dojedziemy? - zapytałam - YouTube nie jest sprawa,  którą można omówić podczas jazdy samochodem.
Philip nie zadawał więcej pytań, wiec resztę drogi spędziliśmy w milczeniu.
Po 10 minutach chłopak wjechał na podjazd przed swoim domem. Otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Weszliśmy do jego domu. Znałam tu każde pomieszczenie na pamięć. Wiedziałam, które drzwi prowadzą do jego sypialni, chociaż aż wszyscy zawsze je mylili. Nic dziwnego. Większość drzwi w jego domu wygląda tak samo. Ale ja przesiadywałam tu kiedyś całymi dniami. Czasem nawet nocami. Leżeliśmy na jego łóżku, a on rysował palcami nieokreślone wzory na moim brzuchu. I wszystko wtedy było takie cudowne. Ale się nie udało. My po prostu jesteśmy zbyt podobni, żeby być razem. Nasz związek nie miał sensu ze względu na to, że nasze charaktery są jak u bliźniąt i często się kłuciliśmy. Zbyt często...
- To co się stało? - Philip podał mi kubek gorącej czekolady i usiadł obok mnie na jego łóżku.
- Więc... Zacznijmy od tego, że poznałyśmy z dziewczynami One Direction. I tak jakby dzisiaj zostałam prawie zgwałcona przez Harrego...
- Czyli miałem rację. - powiedział z wyższością.
- Nie miałeś. Zawsze mówiłeś, że to geje i, że lubią w dupę. - spojrzałam na niego z ironią.
- Oj tam. Szczegóły. - prychnął.
- Może jakieś wyrazy współczucia? Heloł? Prawie zostałam zgwałcona? Ratuj? - patrzyłam na niego wyczekująco, ale on tylko siorbał śmiesznie czekoladę. - Jesteś beznadziejny. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiem. Dlatego jesteśmy bliźniętami. - zachichotał.
- Nie znoszę cię! - zaczęłam się głupio śmiać.
- Też cię kocham. - wyszczerzył się.
☆☆☆☆☆
Dawno nic nie dodawałam. Prawie 2 tygodnie. Skandal! Ale reklamacje i patelnie, ewentualnie mąkę i jajka proszę przesyłać na adresy moich nauczycieli. Postaram się szybko to nadrobić, wiec możliwe, że przez weekend pojawi się po kilka rozdziałów dziennie. No i komentujcie!!!

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 28

Pov. Zayn
- Pauline zabrała ciasta. - oznajmiła zrezygnowana Maya.
- Moje biedactwo. - przytuliłem ją z udawanym współczuciem na twarzy. Wtuliła się we mnie jak mała dziewczynka, co wywołało mój uśmiech.
- Chćie mi śię jeść. - powiedziała słodkim głosikiem.
- Oczywiście, Mayeczko. - cmoknąłem ją w policzek. Uśmiechnęła się, ale chwilę później zmarszczyła brwi.
- Marysiu! - zaprotestowała.
- Oczywiście, Marysiu. - poprawiłem się i podszedłem do blatu. - To na co masz ochotę?
- Ńia kakałko. - zachichotałem cicho. Nie ogarniam tej dziewczyny.
Wyjąłem mleko z lodówki i wlałem do jakiegoś naczynia, żeby je podgrzać. Wsypałem kakao do kubków i miałem zamiar usiąść, ale coś ciężkiego zostało przyczepione do mojej nogi. Spojrzałam w dół i zobaczyłem Mayę, mocno obejmującą moja łydkę.
- Co się stało, kochanie? - spytałem udając troskliwego tatusia i pochyliłem się nad nią.
- Wujek Lou źiabrał mi źiabawke. - popatrzyła na mnie słodkimi oczkami. Prawdopodobnie miała na myśli telefon.
- Louis!! Oddaj Marysi zabawkę! - krzyknąłem i za chwilę jego głowa ukazała się w wejściu do pomieszczenia.
- Jakiej Marysi? - w jego oczach można było zobaczyć zmieszanie. Pokazałem palcem na Mayę, która nadal była uczepiona mojej dolnej kończyny.
- Ale to ona zaczęła! Zabrała mi spodnie! - bronił się. Nic nie mogłem poradzić i zacząłem się śmiać. Brunetka spojrzała na mnie niewinnie.
- To nje plawda.
- Oddaj wujkiem spodnie. - powiedziałem naśladując ton stanowczego ojca.
- Sią w łasieńćie. - zaczęła chichotać w moje spodnie.
Louis wyszedł z kuchni i skierował się do łazienki. Maya wstała i spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Za 3... 2... 1... - kiedy skończyła odliczać usłyszeliśmy krzyk Marchewkowego. Za chwilę wbiegł do nas wściekły, trzymając w ręce przemoczone spodnie.
- Jak mogłaś?!!! - Maya wybuchnęła głośnym śmiechem, a ja posłałem Lou pytające spojrzenie.
- Wrzuciła mi je do kibla!
Odchrząknąłem, żeby się nie roześmiać.
- Lou, mam do ciebie ważne pytanie - powiedziałem poważnie - Zrobiła to przed czy po załatwieniu potrzeby?
Czerwony z furii Tommo poszedł do swojego pokoju, tupiąc przy tym głośno. Odwróciłem się twarzą do Mayi.
- Marysiu, twoje zachowanie zasługuje na naganę. Za karę - udałem, że się zastanawiam - zostaniesz załaskotana na śmierć!
Rzuciłem się na nią i smyrałem wrażliwą skórę jej szyi. Mimowolnie zaczęła się śmiać, desperacko próbując odetchnąć moje ręce od jej ciała.
- Zayn!!! Zostaw mnie!!! Błagam!!! Poddaję się!!!
- Będziesz grzeczną dziewczynką?
- Tak!!! Obiecuje!
Przestałem ją łaskotać, a ona zamknęła oczy i próbowała uspokoić oddech. Zachichotałem. Reaguje na łaskotki jak na gwałt.
- Zayn! Mleko wykipiało! - usłyszałem krzyk Mayi za swoimi plecami. Rzuciłem się do kuchenki, ale już było za późno i mleko wypłynęło z garnka.

wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 27

Pov. Pauline
Czyjeś ciepłe wargi dotknęły moich. Oddałam się przyjemności i nie odezwałam od słodkich ust. Poczułam jak duże ręce chwytają moje biodra i rzucają mnie na łóżko. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą burzę loków. Harry.
Zerwał ze mnie ubrania, zostawiając w samej bieliźnie. Nie podobało mi się to. Nie chciałam stracić dziewictwa w taki sposób.
- Harry, przestań! - próbowałam mu się wyrwać, ale niestety bezskutecznie. Przygwoździł mnie do łóżka. Jedną ręką przytrzymywał moje nadgarstki, a drugą masował moje piersi. Mimowolnie jęknęłam. Mój mózg rozpoczął desperacką walkę z ciałem, próbując zmusić je, żeby przestało reagować na gorący dotyk Harrego. Zacisnęłam mocno uda, kiedy poczułam, że jego ręka powoli zmierza w tamte obszary.
- Harry - położyłam dłonie na jego policzkach - Nie rób tego.
W jego oczach przez chwilę widać było wahanie, lecz szybko zniknęło.
- Zamknij się! - wymierzył mi mocny policzek. W moich oczach zebrały się łzy. Pozwoliłam im swobodnie spłynąć po mojej twarzy. Nie myśląc długo pocałowałem Harrego czule. Jego ręce natychmiast przestały mnie penetrować i przeniosły się na moją talię. Nie oderwałam się od niego dopóki on tego nie zrobił. Spojrzałam z bólem w jego zielone tęczówki. Zobaczyłam w nich szczery smutek i żal.
- Przepraszam - podniósł się i zaczął zbierać moje ubrania. Podał mi je pociągając nosem. Był na granicy płaczu. Spojrzałam na niego ze zdumieniem. To dziwne, że w ciągu kilku sekund jego zachowanie tak bardzo się zmieniło.
Zaczęłam się powoli ubierać nadal nie spuszczając z niego wzroku. Nie patrzył na mnie próbując ukryć łzy.
- Czemu to zrobiłeś?
- Nie wiem, ja... Może po prostu jestem uzależniony? Może byłaś tak gorąca, że chciałem cie przelecieć? A może miałem taki kaprys?
Jego odpowiedź była co najmniej... dziwna. Wstałam z łóżka, wzięłam ciasto i skierowałam się do wyjścia.
- Pauline?
- Co? - zapytałam szorstko.
- Mogłabyś... Nie mówić o tym nikomu?
- Pojebało cię?! To podchodzi pod gwałt! Twoi "przyjaciele" powinni wiedzieć z kim mieszkają.
- Błagam cię... Zrobię wszystko - westchnęłam na jego słowa.
- Okej. Ale nie myśl, że tak po prostu ci to wybaczę.
Pokiwał lekko głową.
- Idź już. - powiedział cicho.
Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz.

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 26

Pov. Niall
Przysunąłem palcem po złotych litrach na okładce. Było późno i nie miałem czasu, żeby zacząć ją czytać. Ale sam fakt, że dostałem ją od Victorii nadawał mnie entuzjazmem. To był najwspanialszy prezent jaki mogłem dostać. Harry chyba nie był zachwycony, bo od Pauline dostał bokserki, całą serię 50 twarzy Greya i pierwszą część na DVD i pudełko z sex-shopu, którego zawartości nie chce poznać. Lou dostał skarpetki na wszystkie dni tygodnia i około 30 koszulek w paski. Liam dostał kostium Batmana i maskotki z Toy Story. A Zayn dostał wiadro żelu do włosów i kartonową podobiznę siebie. Wszyscy byli zadowoleni, tylko Harry tego nie okazywał. Pieprzony dupek.  Nawet nie podziękował. Biedna Pauline...
Ale dość o nich. Nie zasnę jeżeli nie porozmyślam nad idealnością Victorii. Nad perfekcyjnością każdej jej rysy. Tych ślicznych policzków, które rumienią się na najpiękniejszy odcień czerwieni jaki kiedykolwiek istniał. Tych cudnie wykrojonych pełnych warg, które mógłbym całować bez końca. Tych wspaniałych oczu w których zawsze widać ten specyficzny błysk oznaczający radość, chęć do życia i szaleństwo.
Takiej dziewczyny nie poznaje się codzień. Nie można przegapić takiej okazji.
Niall, do choleryMyślisz jak Harry! Victoria to nie rzecz! Nie możesz tak o niej myśleć! Jest istotą żywą, a nie zabawką! Kurwa, Niall, ogarnij się!!! - krzyczałem sam na siebie w myślach. Kocham ją. Jest moją księżniczką i tak będę ją traktował. Bo na to zasługuje.

Pov. Victoria
Rano obudziła mnie pielęgniarka. Kto normalny budzi ludzi o 6.45?! Powiedziała, że musimy się zbierać, bo mają nowych pacjentów, a brakuje wolnych sal. Pokiwałam posłusznie głową. Kiedy wyszła pochyliłam się nad Niallem i przyłożyłam usta do jego ucha.
- WSTAWAJ ŚPIOCHU!!! - krzyknęłam tak, że wszyscy się obudzili, a Niall spadł z łóżka. Zaśmiałam się i poczułam mordercze spojrzenie Harrego na sobie. Wyklęłam go pod nosem. Usłyszałam niezadowolone jęknięcia Mayi i Pauline. Zostałam jeszcze przez nie obrzucona poduszkami zanim zaczęliśmy się pakować. Znaczy, nie mieliśmy za bardzo czego pakować no, ale heloł! Przecież ciast lekarzom nie zostawimy! MÓWIMY STOP OTYŁOŚCI WŚRÓD LEKARZY!
Tak więc, zabraliśmy wszystko i wróciliśmy do "domu" chłopaków.
- Ciasta moje! - wykrzyknął Horan i zabrał Pauline pudełko ze słodkościami.
- Chyba śnisz! - wyrwałam mu je i popędziłam na piętro.
- A-a-a.  Moje! - Paula zręcznie chwyciła ciasta i wbiegła do jakiegoś pokoju. Szarpnęłam za klamkę. Fuck! Zamknięte!

Pov. Pauline
Wbiegłam do jakiegoś pokoju i szybko przekręciłam klucz. Mwahahahaha! Moje ciasto! Zaśmiałam się z własnej głupoty. Odwróciłam się tyłem do drzwi i poczułam czyjeś ciepłe wargi na moich.

sobota, 14 lutego 2015

Info

Rozdział będzie jutro, ponieważ byłam w kinie na "Tajemnicach Lasu" i jestem padnięta. Ogólnie polecam ten film. Jest po prostu świetny!!! Płakałam na końcu... Był ktoś może? Dawajcie opinie w komach.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 25

Pov. Victoria
Jest 3.24. Leżałam na łóżku wtulona w Nialla. Normalnie pewnie nie pozwoliliby spać mu ze mną w szpitalu, ale w końcu to członek One Direction. Nawet załatwił nam dwuosobowe łóżko. Spojrzałam w lewo. Na łóżku niedaleko nas spały Maya i Pauline. One oczywiście nie umieją normalnie się położyć. Maya leżała na Pauli cichutko pochrapując. Zaśmiałam się. Moje kochanie idiotki. Naprzeciw mnie byli Harry i Clarie. Zasnęli w podobnej pozycji jak my tylko tylko u nich to było raczej dziwne. Ja i Nialler byliśmy parą , co prawda nasz związek nie został zaakceptowany, ale jednak byliśmy razem. A oni... Oni chyba nawet nie byli przyjaciółmi. Mieli kompletnie różne charaktery. Clarie była słodka, urocza i zawsze myślała przed wszystkim o uczuciach i potrzebach innych. Była po prostu idealna przyjaciółką i dziewczyną. A Harry... Harry był arogancki, egoistyczny i zbyt pewny siebie. Zgrywał typowego bad boy'a.  Był ostatnią osobą z którą bym się zaprzyjaźniła.  Raczej nigdy nie dojdzie z nim do porozumienia. I nawet nie będę próbowała.
Z Niallem i resztą dogaduje się bez problemu. Niall jest słodki i miły ... I jest nienormalnodziwnokochanoblondynozarąbistowieczniegłodnymżarłokiem. Uśmiechnęłam się do siebie. Spojrzałam w sufit, a potem na Nialla. Uśmiechał się przez sen. Dotknęłam jego policzka.
- Mój królewicz - szepnęłam.

Pov. Pauline
Godzina 4.52. Nie śpię od północy. Widziałam jak Victoria się rozgląda, ale szybko zasnęła. A ja nadal leżałam na łóżku przygnieciona ciężarem Mayi. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, bo moje myśli zajmowało coś innego. Harry. Tak, wiem, że to osoba na którą nie warto tracić czas. Ale ta pierwsza noc u chłopaków... Kiedy siedzieliśmy razem na łóżku i śmialiśmy się z naszych sprośnych uwag. Było tak cudownie. Rozmawialiśmy tak swobodnie jakbyśmy znali się od lat. A potem padła propozycja "Pieprz się ze mną". I poległo wszystko. Cała ptzyjemna atmosfera zniknęła. Nie kochałam go. Po jednej nocy to raczej nie możliwe. A później pojawił się Louis. Czuły, opiekuńczy, zabawny i niedorozwinięty Lou. Szybko zostaliśmy "rodzeństwem". Powiedziałabym nawet, że zbyt szybko. Coraz częściej pokazywał, że chce przejść na kolejny etap. Ale ignorowałam to z drugiej powodów.
Po pierwsze: absolutnie nie chcę teraz chłopaka. Bycie w związku kojarzy mi się bardziej z utratą wolności niż z miłością.
Po drugie: nie czuje nic do Lou. Chyba. Jest świetnym chłopakiem i pewnie jeszcze lepszym partnerem, ale nie jestem dziewczyną dla niego. Nie pasujemy do siebie i już.
Westchnęłam i wzięłam telefon z szafki obok łóżka, które szczerze mówiąc było mega niewygodne. Od blokowałam go i napisałam SMS do Philipa.
"Możemy się spotkać?"
Zawahałam się. Mój palec zataczał koła wokół przycisku "Wyślij". Zamknęłam oczy i dotknęłam odpowiedniego miejsca na ekranie. Minutę później mój telefon zawibrował.
"Zawsze i wszędzie"

środa, 11 lutego 2015

Rozdział 24

Pov. Niall
Wróciliśmy do pomieszczenia w którym znajdowali się pozostali. Ścisnąłem jej rękę, żeby dodać jej otuchy. Dziewczyna nerwowo rozglądała się po "pokoju". Podszedłem do rodziców delikatnie ciągnąc Vicki za sobą, bo nie była do tego zbyt chętna.
- Mamo ja... Mam ci coś do powiedzenia. - oznajmiłem z poważnym wyrazem twarzy. Uśmiechnęła się do mnie zachęcając do mówienia.
- My z Victorią... Jesteśmy razem - każde słowo wymawiałem trochę zbyt uroczyście, bo wiadomo, że rodzice przejmują się tylko zaręczynami i ślubem, a potem narodzinami dziecka i nadaniem mu imienia, a później są zajęci obgadywaniem twojej żony. Niestety  w większości rodzin tak to wygląda. Moja rodzicielska spojrzała na tatę niepewnie i przemówiła:
- Możemy z tobą porozmawiać na osobności?
Po tych słowach jak na komendę Victoria mocniej ścianęła moją dłoń. Rzuciłem jej spojrzenie zapewniające, że wszystko będzie dobrze. Wyszedłem z rodzicami na korytarz i kątem oka dostrzegłem jeszcze śmiejących się chłopaków.  Wiem, że w tej chwili mój ojczym, a w szczególności moja matka zachowywali się jakbym miał 5 lat i nagle oznajmił, że moja koleżanka z przeszkodą jest ze mną w ciąży. W sumie to ja też trochę przesadziłem, bo zrobiłem z tego mega ważne wydarzenie (dla mnie ono zawsze będzie najważniejsze), ale jeżeli bym im nie powiedział dostałbym ochrzan. I tak już czekało mnie kazanie.
- Niall co ty sobie wyobrażasz?! Prawie jej nie znasz! Nie ma mowy żebyście byli razem!
- O co ci chodzi? Jest sympatyczna, mądra i śliczna. Jest dziewicą,  nie pije, nie pali, nie ćpa. Czego więcej od niej chcesz?
- Nie wygląda mi na dobrą dla ciebie kobietę
- Nie wygląda?!! Mam nie umawiać się z dziewczyną, bo ona według ciebie nie wygląda na osobę dla mnie?! Osiągnąłem w życiu dużo  więcej niż ty i na pewno o wiele lepiej znam się na ludziach! Ty nigdy nie wystawiłaś nosa poza to cholerne miasteczko w którym żyjesz! Jakiej dziewczyny bym nie wybrał to ty i tak widzisz w niej dziwkę, alkoholiczkę albo narkomankę!  Żałuję, że w ogóle tu przyszliście!
- Wyrażaj się! Chcę dla ciebie dobrze, a ta dziewczyna nie jest odpowiednia.
- Facet którego ty wybrałaś tez nie był odpowiedni! Przypominam, że James teraz leży na cmentarzu przez twój wybór! Żyłby gdybyś nie wyszła za pieprzonego alkoholika! Wiec uwierz, że dobieram sobie partnerki lepiej niż ty partnerów! A teraz idźcie stąd! Nie chcę was widzieć! - krzyczałem, a w oczach mojej matki zamiast oczekiwanego strachu pojawiła się złość. Bezczelność! Podniosła dumnie głowę i wyszli z tatą bez słowa. Wyzwaniem ją w swoim umyśle od najgorszych.
Wróciłem do sali, ale tylko Victoria zauważyła moja obecność. Wpatrywała się we mnie wystraszonymi oczami.  Miałem przez to poczucie winy. Usiadłem na pustym krześle obok niej i niepewnie ją przytuliłem.
- Niall... Przepraszam..  - powiedziała cicho.
- Nie masz za co, kochanie. Już dawno miałem ich dość. Myślałem, że twoje pojawienie się coś zmieni. - westchnąłem. Moje biedne słoneczko.
- To moja wina..
- Nie obwiniaj się księżniczko, bo to nie prawda - pocałowałem ją czule. Od razu odwzajemniła pocałunek. Czułem, że właśnie tego potrzebowała. To było tak jakby nasze mózgi połączyły się w jedność. Każde jej odczucie ożywało również we mnie. Moje serce zapłonęło. Tak jak zawsze przy spotkaniu naszych warg. Po wieczności która w rzeczywistości trwała niecałą minutę oderwaliśmy się od siebie, żeby odetchnąć.
- Jesteś cudowna, panno Night - Uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Ty jesteś lepszy, panie Horan. I mam dla pana prezent. - podeszła do choinki i wzięła z tamtąd paczkę zapakowaną w ozdobny papier w koniczynki.
- To dla ciebie - podała mi ją.
Niecierpliwie odwiązałem wstążkę. W środku była cudownie oprawiona książka. Złotymi literami na okładce napisane było "Whenever".
- Podoba ci się?
-------------------------------------
Hej, hej! I znowu dodaję spóźniony rozdział... Może już nie będę was przepraszać. Niech te przeprosiny będą w domyśle. Z powodu, że moja przyjaciółka Wiktoria dostała szkarlatyny rozdziały będą dodawane codziennie lub ci dwa dni dopóki nie wyzdrowieje.
WRACAJ DO ZDROWIA WIKI!!!!!!!

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 23

Pov. Victoria
- Ja... Myślę, że cię kocham.. - te kilka słów odbijało się echem do mojej czaszki. Niall mnie kocha. Niall mnie kocha. Niall mnie kocha.
- Nie podniecaj się tak! Nie wyrabiam się! - wrzeszczało moje serce i poczułam, że robi mi się słabo. Tylko fakt, że Niall trzymał mnie za rękę powstrzymywał mnie przed upadkiem.
- Wszystko dobrze? - spytał Niall z wyraźnym strachem na twarzy.
- Tak tylko... Jakoś nie mogę w to uwierzyć.
- A ja nie mogę uwierzyć, że to powiedziałem... - w tym momencie nastała taka cisza jak zawsze w takich chwilach, czyli oboje nie wiedzieliśmy co powiedzieć aż w końcu odezwał się |Niall - A ty? Kochasz mnie?
Miałam ochotę odpowiedzieć: "A skąd mam to niby wiedzieć do cholery?!" Chodzi.lo mi o to, że nie miałam zielonego pojęcia czy to co do niego czuję to miłość. Nie byłam jeszcze gotowa na związek. A już na pewno nie z nim. Przez moją głowę przewinął się film. My na pierwszych stronach gazet, nasze zdjęcia na każdym serwisie plotkarskim, każdy fakt z naszego życia wyciągany na światło dzienne. Czy ja naprawdę tego chcę? Raczej nie, ale jednego w tej chwili nagle stałam się pewna: Chcę Nialla.
- Tak - jedna słowo, wyrażające tysiące uczuć i budzące miliony emocji. Słowo które wypowiedziane  w odpowiedniej chwili rozpala ludzkie serca. Tak jak moje w tej chwili.
Niall podniósł mnie i obrócił nas kilka razy wokół własnej osi. Uśmiechnęłam się szeroko i kiedy już mnie postawił spojrzałam w jego roześmiane oczy.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - spytał, a nadzieje w jego błękitnych tęczówkach nie pozwoliła mi powiedzieć "nie".
- Z wielką chęcią. Ale jeżeli obiecasz mi zrobić kanapki kiedy wrócimy do twojego domu.
- Naszego domu - powiedział z naciskiem na "naszego" - Zamieszkasz ze mną?
- Emm... Ja... Nie wiem czy to dobry pomysł. Jesteśmy ze sobą od 2 sekund. - uśmiechnęłam się, żeby obrócić trochę moją wypowiedź w żart, ale mi nie wyszło.
- Rozumiem - iskierki w jego oczach trochę przygasły, ale kąciki ust nadal były wysoko uniesione - Może kiedy indziej.
- Może...
- To co? Wracamy?
- Okej.
Zdjął moje rękawiczki i chwycił moją dłoń.
- Po co to zrobiłeś?
- Chcę czuć twoją rękę, a nie jakiś głupi kawałek materiału.
Zachichotałam na jego słowa. Może i było to trochę dziwne, ale też słodkie. Miałam tylko nadzieję, że palce mi nie odpadną, ale po 10 sekundach przestałam się martwić, bo ręce Nialla dawały przyjemne ciepło.
Szliśmy tak w ciszy, która nie była niezręczna tak jak wcześniej. Była idealna. Od teraz ja byłam jego, a on mój. Jak w tych wszystkich książkach. To wszystko było takie niezwykłe, że aż magiczne. No bo w końcu chodziłam z Niallem Horanem z One Direction. Zapiszczałam w myślach z podekscytowania. Ale zaraz potem w odezwała się inna część mojego umysłu. Hejty. Jeżeli media się o nas dowiedzą to po mnie. Zasypie mnie tsunami wyzwisk... "Będziesz musiała wytrzymać. Dla Nialla"
Poradzę sobie ze wszystkim. Na pewno.
- Victoria ja... Chcę powiedzieć o nas moim rodzicom.
Nie poradzę sobie! Nigdy w życiu!

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 22

Pov. Niall
Przemknęliśmy niepostrzeżenie przez korytarz i wyszliśmy na zewnątrz.
- To dokąd mnie zabierasz? - spytała Victoria i wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mam pojęcia dokąd idziemy.
- Emm... Może park? - zaproponowałem.
- Okej - uśmiechnęła się w ten słodki i charakterystyczny dla niej sposób.
Złapałem jej rękę i splotłem nasze palce. Rumieniec wkradł się na jej policzki. Była taka urocza. Odgarnąłem kosmyk włosów który wydostał się spod jej czapki.
- Przestań. - powiedziała z wyrzutem ale nie przestała się uśmiechać.
- Dlaczego?
- Bo już bardziej czerwonym być nie można i nie chcę się zarumienić na śmierć.
- To raczej niemożliwe - zaśmiałem się.
- Skąd wiesz? A może jednak? Co jeśli wybuchnę i zostaną ze mnie tylko strzępki? Co wtedy zrobisz?
- Wezmę zmiotkę i klej i spędzę resztę świąt na składaniu cię w jedną całość.
- To tak nie działa - popatrzyła na mnie sceptycznie.
- A może jednak? - powiedziałem przedrzeźniając ją i dostałem za to pstryczka w nos.
- Au! Jak mogłaś?!
- Normalnie. I normalnie mogę też zrobić to! - popchnęła mnie w półtorametrową zaspę i zaczęła uciekać. Szybko wstałem i nie tracąc czasu na otrzepywanie się z białego puchu pobiegłem za nią. Kilka chwil później dogoniłem ją i złapałem w talii.
- Mam cię - szepnąłem jej do ucha. Wiedziałem że jej ciało przeszedł dreszcz. Uśmiechnąłem się i niepewnie pochyliłem nad nią. "No dalej! Zrób to! Przecież tego chcesz!" - krzyczała moja podświadomość. Oparłem się tej pokusie i ograniczyłem do delikatnego całusa w policzek. Victoria znów się zarumieniła, ale tym razem nie miała nic przeciwko. Podobało jej się to.
- Mam coś dla ciebie - powiedziałem, a ona obróciła się w moją stronę.
- Co takiego? - zapytała wyraźnie zaciekawiona.
Wyjąłem z kieszeni pudełeczko z bransoletką i podałem jej uroczyście. Uśmiechnęła się, otworzyła prezent i...
- O Boże Niall!! To jest cudne!! - rzuciła mi się na szyję, a ja objąłem ją mocno. - To najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek dostałam.
- Wiem - wyszczerzyłem się chociaż ona i tak nie mogła tego zobaczyć.
- Jesteś taki skromny - rzuciła z sarkazmem i przewróciła oczami. Nawet wtedy wyglądała niesamowicie uroczo. Lekko się uśmiechnęła i nieświadomie zaczęliśmy się do siebie przybliżać. Rozpłynąłem się kiedy jej ciepłe wargi dotknęły moich. Całowała niepewnie więc przejąłem kontrolę nad pocałunkiem. Położyłem ręce na jej talii. Przeszedł ją drzesz na co się uśmiechnąłem. Splotła palce na moim karku co wywołało u mnie cichy jęk. Powoli się ode mnie odsunęła.
- Trochę przesadziliśmy.... - nerwowo założyła pasmo włosów za ucho. Miała rację. Trochę za daleko się posunąłem. Ale tak bardzo chciałem, żeby jej usta były tylko moje.
Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem:
- Victoria ja... Chyba cię kocham.
---------------------------------------------------------------
Przepraszam was tak bardzo!!!! Po prostu mam dużo nauki i masę sprawdzianów, ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. Dodam dzisiaj jeszcze jeden rozdział, bo ten jest bardzo krótki. I przypomniało mi się o wattpadzie więc daję link:  http://www.wattpad.com/story/31345801

wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 21

Pov. Victoria
Myślałam, że zemdleję kiedy zobaczyłam rodziców Nialla wchodzących do sali. Moje serce chyba chciało wyłamać mi żebra, ale na szczęście mu się nie udało. Małe ludziki w moim mózgu wciskały z całej siły przycisk "Ucieczka!". Gdzieś w innym zakamarku mojej czaszki James Bond w wersji mini próbował wyłapać wszystkie stworki biegające po wszystkich obszarach mojego umysły w białych koszulkach z napisem "Uwaga! Głupawka!". Chyba udało się je okiełznać, a ja w miarę się uspokoiłam.
Niall podszedł do swojej mamy i mocno ją przytulił. Przyglądałam się temu z prawdopodobnie zbyt entuzjastycznym (sztucznym) uśmiechem. Maya podeszła do mnie i szepnęła tak, żeby nikt nie podsłuchał.
- Spokojnie. Przecież cię nie zjedzą. Chyba, że jedzenie się skończy. Wtedy może dojść do aktów kanibalizmu.
- Dziękuję za twoje iście pocieszające pocieszenie - powiedziałam z sarkazmem, ale mimo wszystko jej uwaga mnie rozbawiła i uśmiechnęłam się szeroko, ale co najważniejsze, szczerze. Wiedziałam, że w razie czego mogę na nią liczyć.
- A to jest Victoria - Niall podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Ciepło z tamtego miejsca rozeszło się co całym moim ciele specjalnymi rurkami podpisanymi "Niall! Ustąp pierwszeństwa!" Lekko podskoczyłam kiedy czyjeś rękę objęły mnie czule.
- Tak się cieszę, że cię w końcu poznałam. Niall tyle nam o tobie opowiadał - uśmiechnęła się i fachowym wzrokiem oceniła moją sylwetkę. Chyba jej się spodobałam albo przynajmniej była usatysfakcjonowana.
Spojrzałam na Pauline która machała rękami żeby zwrócić moją uwagę. Ni migi pokazała mi, żebym powiedziała Niallowi żebyśmy usiedli przy stole, bo barszcz jej wystygnie na co Maya i Zayn zachichotali bezgłośnie. Szepnęłam Niallerowi to co kazała mu przekazać Pauline.
- To może usiądziemy - zaproponował ku wielkiej uldze Pauli.
Jak prawdziwy dżentelmen odsunął mi krzesło, żebym mogła usiąść. Zayn i Lou zrobili to samo dla dziewczyn. Tylko Li nie miał dla kogo być uprzejmy. Biedaczek.
Drzwi otworzyły się nagle z hukiem. Weszły przez nie dwie osoby, których nigdy bym się nie spodziewała. Clarie i Harry. On trzymał rękę na jej talii. Usiedli przy stole obok siebie.
- Przepraszamy za spóźnienie. - powiedziała Clarie.
- Nie martw się kochana.Niall jeszcze zdążył pożreć wszystkiego. - zaśmiała się pani Horan.
- Mamo... - upomniał ją chłopak. Był wyraźnie skrępowany co potwierdził fakt że coraz mocniej ściskał pod stołem moją rękę.
- To teraz zaśpiewajmy "Do they know it's Christmas"! - krzyknęła wesoło Maya. Grr! Ja chce już jeść! Przez trzy dni musiałam jeść te gówniane szpitalne obiady, a teraz mam tyle pyszności na wyciągnięcie ręki i nie mogę ich zjeść?!
Wszyscy wstali i zaczęli chórem śpiewać piosenkę. Ledwie otwierałam usta, żeby nikt nie usłyszał fałszu wydobywającego który się z nich wydobywa. Widziałam, że Niall rzuca wszystkim znaczące spojrzenia, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Nie zauważyłam nawet, że wszyscy przestali śpiewać i słychać było tylko mnie. Nieświadoma niczego zaśpiewałam sama cały końcowy refren i wokół mnie rozległy się głośne oklaski. Niall nawet gwizdnął i w pomieszczeniu rozległ się ogłuszający świst. Zawsze chciałam umieć gwizdać...
W każdym razie moje policzki wyglądały jakbym wykąpała się z czerwonej farbie i przypadkiem zapomniałam je umyć.
Usiedliśmy, a ja natychmiast dobrałam się do barszczu.
- Jeszcze opłatek - szepnął do mojego ucha blondyn.
- A nie możemy tego przełożyć na koniec? Jestem głodna - zrobiłam słodkie oczka i...
- Ehh... Okej - ...udało się!!! Yeah!!!
Odtańczyłam w myślach taniec szczęścia i rozpoczęłam wyścig z Niallem polegający na jak najszybszym zjedzeniu wszystkich dań bez zabrudzenia obrusu.
- Wygrałam! - krzyknęłam kiedy wyprzedziłam go o dokładnie jeden kęs. Za późno jednak zdałam sobie sprawę z własnej głupoty i wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Ten idiotyczny rumieniec znowu wślizgnął się na moje policzki i za nic nie chciał sobie pójść. Niall przytulił mnie żeby dodać mi otuchy, ale to tylko pogłębiło czerwień. Żeby nas nie krępować wszyscy wrócili do rozmów i jedzenia.
- Masz ochotę na spacer? - szepnął do mojego ucha. Dostałam gęsiej skórki przez jego bliskość, ale kiwnęłam głową i lekko uniosłam kąciki ust. Wymknęliśmy się z sali i zabrawszy kurtki, szaliki, czapki i rękawiczki wyszliśmy z budynku.

Pov. Philip
Szedłem przez śnieżycę z zapakowanym w ozdobny papier prezentem. Chciałem zrobić Pauline niespodziankę. Co prawda nie byliśmy już razem, ale zerwanie nie oznacza przekreślenia wszelkich relacji. My postanowiliśmy zostać przyjaciółmi i nawet nam to wychodzi. Jesteśmy bardziej jak rodzeństwo. Ona jest damską wersją mnie, a ja męską wersją jej. Rzadko się kłucimy, bo prawie we wszystkim się zgadzaliśmy. Zawsze możemy na siebie liczyć. Tak jak na Mayę, Victorię i Clarie. Wszystkie były kochane i słodkie, a Pauline miała do tego taśmę z filmami pornograficznymi zamiast mózgu. Uśmiechnąłem się wspominając jej sprośne komentarze wypowiadane zawsze w najmniej odpowiednich momentach. Chyba nadal ją kocham... Ale tylko trochę...
Odetchnąłem z ulgą kiedy zobaczyłem jej dom. Nie czułem już nóg i chciałem jak najszybciej znaleźć się w pomieszczeniu bezpiecznym od zamieci. Zadzwoniłem do drzwi. Odpowiedziała mi cisza. To niemożliwe. Rozmawiałem z nią i mówiła, że święta pewnie spędzi w domu. Wcisnąłem dzwonek jeszcze raz lecz znów powitała mnie pustka. Nie było jej. Czułem jak moje oczy zaczynają piec od nadmiaru nagromadzonych łez. Rzuciłem bukiet róż w śnieg i wróciłem do domu powstrzymując się od płaczu.

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 20

Pov. Harry
Wbiegłem do pokoju trzaskając drzwiami. Łzy swobodnie spłynęły po moich policzkach. Pauline miała rację. Jestem popierdolony. I teraz jeszcze będę musiał ją przepraszać i mówić te wszystkie gówniane słowa, które nawet nie są szczere. Ludzie kłamią. Są okropni i sadystyczni. Żaden z nich nie rozumie słowa "miłość". Ja w sumie też nie. Ale kiedyś to rozumiałem. Kiedyś... Czy to ważne? W chwili obecnej leżę na łóżku płacząc w poduszkę tylko dlatego, że jakaś laska powiedziała mi kilki słów. Ich szczerość i trafność były idealne. Nie wiem jakim cudem ona to zgadła.
Usłyszałem znajomy dźwięk naciskanej klamki i do środka weszła Clarie.
- Mogę? - zapytała patrząc na mnie niepewnie. Po chwili zastanowienia skinąłem głową. Weszła z gracją do pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi.
- Niech zgadnę. Chcesz pogadać? - rzuciłem z sarkazmem.
- Tak, ale jeżeli twierdzisz, że twój sarkastyczny ton mnie odrzuci to się mylisz.
Usiadła na łóżku obok mnie patrząc w moje oczy.
- Płakałeś - stwierdziła.
- Wcale nie - wytarłem słoną ciecz z policzków, choć wiedziałem, że tak naprawdę to tylko potwierdzenie jej słów. Uśmiechnęła się pocieszająco i usiadła po turecku naprzeciw mnie.
- Dlaczego taki jesteś?
- Nie twój pieprzony interes! Nic o mnie nie wiecie! - krzyknąłem, ale na twarzy Clarie nadal utrzymywał się spokój.
- Dlatego właśnie tu jestem. Nie wymagam od ciebie zwierzania mi się. Chcę ci po prostu pomóc. - jej oczy w tym momencie... Takie zatroskane, pełne życzliwości. Ton jej głosu sprawiał, że miałem ochotę wyjawić jej każdą nawet najstaranniej ukrywaną tajemnicę. Ale wiedziałem, że nie mogę. Moja przeszłość i sekrety musiały pozostać tylko i wyłącznie w moim umyśle.
- Niby jak? - prychnąłem pomimo myśli kłębiących się w mojej głowie.
- Po Prostu chcę, żebyś mi wytłumaczył czemu to robisz? Czemu nazwałeś Pauline suką? Czemu seks jest dla ciebie rozwiązaniem na wszystko? Czemu odpychasz chłopaków? - wpatrywała się w moje oczy dosłownie zmuszając mnie do odpowiedzi.
- A dlaczego mam robić coś innego? Pauline po prostu tak się zachowuje. Nie odpycham chłopaków. To oni mnie nie rozumieją. - naumyślnie pominąłem trzecie pytanie mając nadzieję, że Clarie się nie zorientuje.
- Dlaczego nie znajdziesz sobie dziewczyny?
- Bo to głupie. Wiem, że nawet gdybym ją miał to zostawiłaby mnie po 2 dniach - spuściłem głowę.
- Niby czemu?
- Spójrz na mnie. Nie mam pojęcie jak traktować dziewczynę. Seks wszystko ułatwia.
- A nie pomyślałeś może, że ktoś już cię kocha? Nie wiem, może masz jakąś bliską przyjaciółkę?
- Nie. Nigdy nie miałem przyjaciół. I tak jak to podkreśliła Pauline, nadal ich nie mam. - udało mi się powstrzymać kolejną falę płaczu, ale z moich ust wyrwał się pojedynczy szloch.
- Mogę nią zostać jeśli chcesz. Chłopaki, Maya, Vicki, a nawet Paula też mogą nimi być. Musisz tylko dać im szansę.
- Nie ma mowy!
- Wiem, że zostanie przyjacielem Mayi i Victorii wiąże się z udostępnieniem im swojej lodówki, ale to chyba nie problem? - uśmiechnęła się co odwzajemniłem.
- To co? Zgadzasz się?
- Wydaję mi się, że tak.

Pov. Niall
- Lou gdzie to powiesić? - spytałem wskazując na lampki zawieszone na moim ciele.
- Gdziekolwiek - odpowiedział nawet na mnie nie patrząc, bo wnosił z Liamem olbrzymią, żywą choinkę. Wszedłem na drabinę i ostrożnie zdjąłem z siebie kabel i przymocowałem go w kącie sali, a następnie rozpiąłem na wszystkich ścianach. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i mogę stwierdzić, że to najdziwniejsze święta jakie widziałem. Maya ubierała choinkę w bombki, które były przyczepione do swetra Zayna. Uśmiechnąłem się i podszedłem do Victorii. Przysunąłem sobie krzesło i usiadłem przy stole obok niej.
- Zestresowana? - zapytałem.
- Nawet bardzo.
- Wszystkim. Tym, że zjem wszystko przed kolacją. Tym, że się nie wyrobimy i tym, że zrobię z siebie idiotkę na oczach twoich rodziców.
- Nie zrobisz. Polubią cię.
Chyba chciała zaprotestować, ale w tym momencie drzwi się otworzyły i do środka weszli moi rodzice.

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 19

Pov. Victoria
Przed oczami mignąła mi sylwetka Harrego i poczułam ostry ból w ramieniu. Siła uderzenia powodowala mój upadek. Pamiętam ból w skroni, a potem cimność. Widziałam czerń, słyszałam wyłącznie pisk i zniekształcone głosy których nie mogłam rozróżnić. Czułam ciepły dotyk w okolicach moich ud i pleców. Nie wiem co było potem. Teraz pode mną było coś niezbyt miękkiego i niewygodnego. Ktoś trzymał moją dłoń. Chciałam zagiąć palce, żeby wiedzieli, że wszystko ze mną w porządku. No dobra, może nie wszystko, ale żle też nie było.
Moje powieki nagle zrobiły się dużo lżejsze tak, że z niewielkim wysiłkiem udało mi się je otworzyć. Od razu tego pożałowałam, bo biel ścian wręcz raziła moje źrenice, a okropny zapach środków odkarzających wdzierał  mi się do nozdrzy. Szpital. Wokół mnie stali kolejno Maya z Zaynem, Pauline z Lou i Li. Obok łóżka klęczał Niall cały czas ściskając moją dłoń. Miał zaczerwienione oczy i pociągał nosem co dla mnie było to jednoznaczne. Płakał. Płakał, bo coś mi się stało. Poczułam przyjemne ciepło w okolicach serca i  mimowolnie spojrzałam z umiechem na blondyna. Odwzajemnił uśmiech, a w jego błękitnych tęczówkach widać było szczęście.
- Hej księżniczko - usłyszałam jego słodki głos na którego dźwięk moje serce zatrzepotało, jakby próbując wyrwać się z mojej klatki piersiowej, żeby być bliżej niego.
- Hej - odpowiedziałam z chrypką - Gdzie Clarie? - niespokojnie rozejrzałam się po sali nigdzie nie widząc znajomej twarzy przyjaciółki.
- Z Harrym. Chciała go trochę uspokoić.
Moje żrenice gwałtownie się rozszerzyły. Zostawili ją samą z tym psychopatą?! Czy oni mają rozum?! Strach przemknął przez moją twarz. Niall chyba to zauważył, bo szybko powiedział"
- Sama chciała zostać. A Harry nic jej nie zrobi. Może nie jest do końca normalny, ale nie jest potworem.
Trochą mnie to uspokoiło, ale nie byłam do końca przekonana.
- Jak się czujesz? - troska w jego oczach była doskonale widoczna.
- Dziwnie. Co się tak właściwie stało?
-- Harry przypadkiem cię popchnął. Rozbiłaś sobie głowę i przy okazji mocno uderzyłaś w skroń.
To by tłumaczyło ból głowy. Czułam jakby ktoś cały czas uderzał w nią młotkiem albo rozbijał o nią kamienie. Zanim wypowiedziałam kolejne słowo odbiło się najpierw kilkakrotnie od mojej czaszki zanim znalazłam je na języku.
- Aha.
-Niestety ze szpitala wypiszą cię dopiero po świętach.
Ze co?! Po świętach?! Nie. Nie ma mowy. To miały być najfajniejsze święta. Nie mogą mi ich tak po prostu odebrać. Tyle jedzenia się zmarnuje i to będzie moja wina. Ono będzie mnie wołać "Zjedz mnie", a ja nie będę mogła spełnić tej prośby. Na samą myśl zachciało mi si płakać.
- A nie da się tego przyspieszyć? - spytałam z iskierką nadziei w oczach.
- Nie.
No dzięki, Nialler. Właśnie udaremniłeś szanse na spełnienie mojego obecnego marzenia pod nazwą WWW czyli "Wielka Wyżerka Wigilijna".
- Ale dzięki mojemu urokowi osobistemu udało mi się przekonać lekarzy na zrobienie tutaj świąt. Jesteś sama w tej sali więc możemy ją ozdobić jak tylko chcemy. Moi rodzice już o tym wiedzą i zjawią się na pewno, ale bez Grega.
Miałam ochotę powiedzieć "No chyba cię pojebało!", ale się powstrzymałam. Poznanie jego rodziny jakoś nie było mi na rękę. Nie byłam jego dziewczyną. Nie wiem nawet czy mogliśmy nazywać się przyjaciółmi, więc dlaczego miałby mnie z nimi zapoznawać? To nie miało dla mnie sensu.
- Emmm... A nie możemy być tylko w dziewiątkę?
- Ale masz wymagania. Już zaprosiliśmy rodziców. Nie możemy tego odwołać. Moi nie mogą się doczekać żeby cię poznać.
Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam przerażona na irlandczyka.

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 18

Pov. Harry
- Co to kurwa było?! - Maya stała obok mnie, a jaj wzrok mógłby równie dobrze wbijać sztylety w moją klatkę piersiową.
- Nic - odpowiedziałem niewinnie wzruszając ramionami.To nie była jej sprawa. Była w moim domu i gdyby nie była dziewczynom to obiecuje, że przypierdoliłbym jej.
- Gówno mnie obchodzą zdziry jaki tu przyprowadzasz, bo to twój pieprzony interes, ale nie masz prawa lizać się z tą górą betonu na naszych oczach!
 Miała rację. Wiedziałem to, ale nigdy w życiu się do tego nie przyznam.
- Jeżeli coś ci przeszkadza to drzwi są tam! - pokazałem palcem w stronę wyjścia. Mogła wypierdalać. Razem z Pauline, bo Victoria i Clarie były mi obojętne. Patrzyłam na brunetkę w ramionach Louisa, ale nie wyglądała na wystraszoną czy złą. Jej spojrzenie było okropnie wkurwiające. To w jaki sposób jej piwne oczy skanowały moją sylwetkę, jakby była lepsza ode mnie. Szczerze to ani trochę nie wierzyłem w te bajeczki o tym, że jest dziewicą. Większej bzdury w życiu nie słyszałem.
- Harry to, że ty chcesz żeby Maya wyszła nic nie znaczy. Przypominam ci, że nie mieszkasz tu sam - surowy głos Zayna uderzył mnie niczym podmuch zimnego powietrza. To jasne, że będzie jej bronił. Czuć pomiędzy nimi chemię.
- To wyjdźcie sobie wszyscy na kawę czy coś..! Wszyscy tu na pewno nie zostaniecie - a mówiąc "wszyscy" miałem na myśli dwie prawdopodobnie pragnące mnie zabić brunetki.
- Nie ty o tym decydujesz - pewne spojrzenie Pauline wierciło mi dziurę w brzuchu. Czy ta dziewczyna miała jakąś listę pod tytułem "Milion spojrzeń które wkurzą przeciwnika"? Nie powinna się w ogóle odzywać. Była nikim i pewnie dobrze o tym wiedziała.
- Zamknij się, suko! - szybko pożałowałam tych słów. Czyjaś pięść z dużą siłą uderzyła w mój policzek. Byłam pewien, że to któryś z chłopaków, ale zanim odruchowo zacisnąłem powieki przed oczami mignęły mi długie włosy. Maya. Zatoczyłem się do tyłu i dotknąłem policzka żeby mniej więcej określić jak poważne się obrażenia.
- Pojebało cię?! - krzyknąłem. Na jej twarzy malował się triumfalny uśmieszek.
- Tylko ja mogę nazywać moja przyjaciółki sukami i tylko wtedy kiedy rzeczywiście nimi są, kutasie!
- Jesteście popierdolone!
Gdyby Zayn w ostatniej chwili nie złapał ręki Mayi oberwałbym po raz drugi. Rzuciłem ukradkowe spojrzenie na Pauline. Wyzywanie jej miało na celu wywołanie u niej jakichkolwiek emocji. Teraz jej kule leżały na podłodze, a ona lekko kuśtykając podeszła do mnie. Walczyłem sam ze sobą żeby się nie roześmiać. Pomiędzy nami było 20 centymetrów różnicy jeżeli chodzi o wzrost i cała sytuacja wyglądała komicznie.
- Masz rację -  słowa które padły z jej ust były zaskoczeniem. Czy ona mi właśnie powiedziała, że jest suką? Chyba tak.
- Co?
- Masz rację. Jestem suką, ale nie dziwką.
- Bez różnicy.
- Różnica jest ogromna. Ten pustak który przed chwilą stąd wyszedł to dziwka. Osoba która stoi przed tobą to suka. Rożni się to tym, że ja nie jestem plastikowa. Nie stracę dziewictwa z byle kim i nie mam zamiaru uprawiać seksu z takimi dupkami jak ty. Załapałeś? - z każdym kolejnym wyrazem robiła krok do przodu, zmuszając mnie do cofania się aż w końcu moje plecy dotknęły ściany. Nie umiałem wymyślić riposty, więc po prosu czekałem na jej kolejne słowa.
- Wiesz jaki jest twój problem problem? Jesteś chujem. I to na dodatek popierdolonym. Nie umiesz poradzić sobie z życiem. Rozwiązujesz wszystko seksem i alkoholem. Nie rozumiesz, ze nie tak działa życie i potrzebujesz do niego instrukcji. Potrzebujesz przyjaciół, ale tak naprawdę ich nie masz.Oni - machnęła ręką w stronę chłopaków - chcą nimi być, ale ty nie umiesz togo docenić. Zgaduję, że często się kłócicie i zawsze wtedy wychodzisz z domu. Idziesz wtedy do jakiegoś klubu się upić i wracasz z czymś takim jak to co wyszło przed chwilą przez tamte drzwi. Pieprzycie się przez całą noc, a rano płacisz jej żeby się nie wygadała i żeby media nie okrzyknęły cię męską dziwką.
Patrzyłem na nią zszokowany. Rozgryzła mnie. Wszystko co powiedziała było bezbłędne.Tylko skąd ona to wiedziała. Każde jej słowo było starannie przemyślane, a w jej oczach nie było widać złości. Spuściłem głowę jednocześnie przyznając jej słuszność. Czułem jak do oczu napływają mi łzy. Nie mogłem pozwolić im się uwolnić. Szybko zamrugałem i pobiegłem bo swojego pokoju przypadkowo z dużą siłą trącając Victorię w ramię.
---------------------------------------------------------------
Internet wrócił bejbe!!! Myślałam, że zwariuję bez dostępu do sieci. Ale już jest okej (chyba). Rozdziały będą do teraz dodawane regularnie (czyli co 5 dni).

Co zrobi Harry?
Co się stanie Victorii?

niedziela, 11 stycznia 2015

Info!

Piszę tego posta na szybkiego, ponieważ mam chwilowy dostęp do internetu. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział, bo nie mam tymczasowo w domu internetu :ccc Z góry bardzo przepraszam i obiecuje dodać rozdział tak szybko jak tylko będzie to możliwe.
Postanowiłam również przenieść tymczasowo bloga na wattpad z powodu waszej małej aktywności jeżeli chodzi o komentarze... Kiedy już przeniosę fanfiction dodam tutaj linka ;)