środa, 11 marca 2015

Rozdział 29

Pov. Maya
- No zajebiście! - krzyczał Zayn sprzątając rozlane mleko.
Siedziałam na krześle śmiejąc się z niego jak idiotka. Jego złość była nieuzasadniona. Mógł przecież zawołać Harrego Gosposię Stylesa.
- Może ci pomóc? - zapytałam widząc, że mulat najwyraźniej potrzebuje instrukcji obsługi ścierki.
- Może chyba raczej tak. - ponaglił mnie.
Wzięłam z blatu drugą szmatkę i kucnęłam obok niego. Przyglądał się jak moja ręka sprawnie manewruje kawałkiem materiału.
- Gotowe. - spojrzałam dumnie na czystą  podłogę, a potem mój wzrok przeniósł się na zszokowanego Malika, który raz po raz mrugał jakby chciał się upewnić czy to co zrobiłam mu się nie przyśniło.
- Czarna magia. - podniósł się z pozycji kucającej do stojącej i podszedł do mnie.
- Głupek. - cmoknęłam go przelotnie w policzek - Ty się rumienisz! - wykrzyknęłam z niedowierzeniem. Chłopak szybko zasłonił policzki.
- Wcale nie!
- Wcale tak! - zabrałam mu dłonie z twarzy, ale róż zdążył już zniknąć.

Pov. Pauline
Wbiegłam do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer do Philipa. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Pauline?
- Tak. Pamiętasz jak pytałam czy moglibyśmy się spotkać?
- Jasne.
- Teraz to spotkanie jest mi potrzebne. - mój głos zaczął się łamać.
- Nie płacz. Zaraz po ciebie przyjadę. Wyślij adres.
- Okej. Pa. - rozłączyłam się i otarłam łzę, której udało się uciec spod moich powiek. Wysłałam Philipowi adres chłopaków i zaczęłam się po cichutku skradać po schodach. Udało mi się niezauważalnie przejść przez korytarz. Założyłam buty i kurtkę i wyszłam z willi. Na podjeździe już czekał Philip. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i usiadłam na miękkim fotelu.
- Hej. - przywitał się ze mną z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć. - odpowiedziałam - Jesteś sam? W sensie w domu?
- Tak.
- To jedziemy do ciebie.
Nie musiałam długo czekać, bo chłopak od razu ruszył w kierunku swojego domu.
- Co się takiego stało, że do mnie zadzwoniłaś?
- Eee... Możemy pogadać jak dojedziemy? - zapytałam - YouTube nie jest sprawa,  którą można omówić podczas jazdy samochodem.
Philip nie zadawał więcej pytań, wiec resztę drogi spędziliśmy w milczeniu.
Po 10 minutach chłopak wjechał na podjazd przed swoim domem. Otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Weszliśmy do jego domu. Znałam tu każde pomieszczenie na pamięć. Wiedziałam, które drzwi prowadzą do jego sypialni, chociaż aż wszyscy zawsze je mylili. Nic dziwnego. Większość drzwi w jego domu wygląda tak samo. Ale ja przesiadywałam tu kiedyś całymi dniami. Czasem nawet nocami. Leżeliśmy na jego łóżku, a on rysował palcami nieokreślone wzory na moim brzuchu. I wszystko wtedy było takie cudowne. Ale się nie udało. My po prostu jesteśmy zbyt podobni, żeby być razem. Nasz związek nie miał sensu ze względu na to, że nasze charaktery są jak u bliźniąt i często się kłuciliśmy. Zbyt często...
- To co się stało? - Philip podał mi kubek gorącej czekolady i usiadł obok mnie na jego łóżku.
- Więc... Zacznijmy od tego, że poznałyśmy z dziewczynami One Direction. I tak jakby dzisiaj zostałam prawie zgwałcona przez Harrego...
- Czyli miałem rację. - powiedział z wyższością.
- Nie miałeś. Zawsze mówiłeś, że to geje i, że lubią w dupę. - spojrzałam na niego z ironią.
- Oj tam. Szczegóły. - prychnął.
- Może jakieś wyrazy współczucia? Heloł? Prawie zostałam zgwałcona? Ratuj? - patrzyłam na niego wyczekująco, ale on tylko siorbał śmiesznie czekoladę. - Jesteś beznadziejny. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiem. Dlatego jesteśmy bliźniętami. - zachichotał.
- Nie znoszę cię! - zaczęłam się głupio śmiać.
- Też cię kocham. - wyszczerzył się.
☆☆☆☆☆
Dawno nic nie dodawałam. Prawie 2 tygodnie. Skandal! Ale reklamacje i patelnie, ewentualnie mąkę i jajka proszę przesyłać na adresy moich nauczycieli. Postaram się szybko to nadrobić, wiec możliwe, że przez weekend pojawi się po kilka rozdziałów dziennie. No i komentujcie!!!