Pov. Niall
Po odjeździe dziewczyn wszyscy byliśmy przybici. Brakowało mam czegoś. W domu było za cicho. Ta cisza była wręcz ogłuszająca.Po prostu brakowało ich. Tylko Harry wydawał się szczęśliwszy niż reszta.
- Jak myślicie? Przyjadą? - usłyszałem głos Louisa z salonu.
- Chyba tak. Maya na pewno przyjedzie. - nie dało się nie zauważyć szerokiego uśmiechu na twarzy mulata. - Uwielbia święta
- Mam nadzieję, że Pauline coś wypadnie i nie przyjdzie - oznajmił chłodno Harry. Zacząłem chichotać i nie mogłem tego opanować. Poczułem morderczy wzrok bruneta na sobie. - A ty z czego się śmiejesz?
- Czyżby ci odmówiła? - zapytałem go z uśmiechem. Harry miał zwyczaj zaciągania do łóżka dziewczyn które mu się podobają. Jestem prawie pewny, że chciał to zrobić z Pauline, ale ona nie jest taka pusta. Przynajmniej tak wnioskuje po rozmowie z nią.
- Zamknij się! - uznałem to jako "tak". Był wściekły. Wielkiemu Harremu Edwardowi Stylesowi dziewczyna odmówiła seksu. Biedaczek. Na tą myśl zacząłem się śmiać. Loczek wstał gwałtownie z krzesła i poszedł do pokoju. Z piętra dało się słyszeć trzask zamykanych drzwi. Liam zaczął się głośno śmiać, a my razem z nim.
- Biedne Hazziątko - nabijał się z niego Lou.
- A teraz pytanie do Zayna - uśmiechnął się głupio Li. - Co cię łączy z Mayą?
- Wszystko? Może nie wygląda, ale jest moim idealnym odzwierciedleniem. Świetnie się z nią rozmawia. Jest towarzyska, nie znosi pustych lasek i kocha komiksy. I Niall w końcu będzie miał z kim oglądać horrory. - uśmiechnął się do mnie szeroko - A co z Victorią?
Zamurowało mnie. Nie mogłem im powiedzieć, że się z nią całowałem. Nie chce być jak Harry. Ale coś musiałem im powiedzieć. Nerwowo przeczesałem palcami włosy. Poczułem na sobie wyczekujące spojrzenia chłopaków. Przełknąłem głośno ślinę i niepewnie odpowiedziałem.
- Jest miła.
- Tylko tyle? Gadaliście prawie całą noc i nic więcej mam nie powiesz? - zdziwił się Lou. Czemu on musi mieć pokój obok mnie?
- Ehh... Zjedliśmy ciastka, przez chwilę rozmawialiśmy i poszliśmy spać - mój głos brzmiał w miarę normalnie, ale modliłem się, żeby nie dało się z nim wyczuć zdenerwowania. Tak jak się spodziewałem nie uwierzyli mi, ale nie zadawali już żadnych pytań. Odetchnąłem z ulgą.
Pov. Victoria
Za dwa dni miałyśmy jechać do chłopaków i jeszcze nie zdecydowałyśmy co im kupić. Było nas cztery, co Cameron za cholere nie chciała jechać na święta do (według niej) "tych pedałów". Musiałyśmy jakoś rozplanować kto co komu kupuje i stwierdziłyśmy, że złożymy się na prezent dla Louisa. Byłam w księgarni, bo nie bardzo wiedziałam co kupić Niallowi. Krążyłam między półkami nie mając pojęcia co wybrać. Westchnęłam i zadzwoniłam do Pauline. Jeżeli ona mi nie pomoże to jest jeszcze Maya.
- Halo? - po kilku sygnałach usłyszałam jej zachrypnięty przez chore gardło głos.
- Hej - usłyszałam w tle rozmowy - gdzie jesteś?
- Przypuszczam, że w sex-shopie - odpowiedziała i dało się słyszeć, że się uśmiecha.
- Po co?
- Kupuje Harremu prezent - zaśmiała się.
- No tak. Ty nie masz problemu z wyborem. A co kupić Niallowi?
- Emm... Nie mam pojęcia. On czyta książki?
- Też o tym pomyślałam, ale jaką?
- Zadzwoń do Mayi. Ona będzie wiedzieć.
- Ok. To pa. - rozłączyłam się. Wybrałam numer Mayi i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Zamiast mojej przyjaciółki usłyszałam denerwujący kobiecy głos oznajmujący, że "nie mam środków na koncie". Zdenerwowana włożyłam telefon do kieszeni spodni. Zrezygnowana poszłam do lady i w oczy rzuciła mi się około 300 stronnicowa książka. Podeszłam i wzięłam ją do ręki. Na okładce wypisano złotymi literami tytuł "Whenever"*. Rozpoznałam w niej czytaną mniej więcej miesiąc temu powieść. Uśmiechnęłam się do siebie. Podałam książkę sprzedawczyni i zapłaciłam podana kwotę. Szczęśliwa wysyłam z księgarni przyciskając szczelnie zapakowaną książkę do piersi. Padał śnieg. Białe płatki przysypywały moje włosy tworząc na nich rozmaite wzory. Pomimo grudnia po ulicach krzątało się bardzo dużo ludzi, głównie dorosłych, z torbami po brzegi wypełnionymi zabawkami. Na ławkach w parku, albo bezpośrednio na środku chodnika całowały się zakochane pary (i nie zawsze był to chłopak i dziewczyna). I w takich chwilach czułam pustkę w sercu. Chciałam mieć osobę która przytuliłaby mnie w taki chłodny dzień jak dzisiaj. Kogoś takiego jak Niall...
Pov. Niall
- Niall idź do tego jubilera, bo się spóźnisz. Zaraz zamykają - upomniał mnie Daddy. Cholera zapomniałbym! Szybko założyłem buty nie zawracając sobie głowy kurtką. Przebiegłem szybko odcinek od willi do sklepu. Wbiegłem do środka i poczułem na sobie dziwne spojrzenie właściciela. Zdyszany podszedłem do lady.
- Zgaduję, że to pan Horan? - powiedział starszy męszczyzna nie patrząc na mnie. Nie podobał mi się ton jego głosu, ale odpowiedziałem uprzejmie:
- Tak to ja.
- Oto pańskie zamówienie - podał mi śliczną szkatułkę obiją fioletowym aksamitem. Otworzyłem je i ujrzałem pięknie wykonaną srebrną bransoletkę z porcelanowymi zawieszkami w kształcie serca, książki i ozdobnej litery "N". Była idealna. Tak jak Victoria.
---------------------------------------------------------------
*"Whenever" - ta książka została przeze mnie wymyślona
Odlot!!!
OdpowiedzUsuń