wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 21

Pov. Victoria
Myślałam, że zemdleję kiedy zobaczyłam rodziców Nialla wchodzących do sali. Moje serce chyba chciało wyłamać mi żebra, ale na szczęście mu się nie udało. Małe ludziki w moim mózgu wciskały z całej siły przycisk "Ucieczka!". Gdzieś w innym zakamarku mojej czaszki James Bond w wersji mini próbował wyłapać wszystkie stworki biegające po wszystkich obszarach mojego umysły w białych koszulkach z napisem "Uwaga! Głupawka!". Chyba udało się je okiełznać, a ja w miarę się uspokoiłam.
Niall podszedł do swojej mamy i mocno ją przytulił. Przyglądałam się temu z prawdopodobnie zbyt entuzjastycznym (sztucznym) uśmiechem. Maya podeszła do mnie i szepnęła tak, żeby nikt nie podsłuchał.
- Spokojnie. Przecież cię nie zjedzą. Chyba, że jedzenie się skończy. Wtedy może dojść do aktów kanibalizmu.
- Dziękuję za twoje iście pocieszające pocieszenie - powiedziałam z sarkazmem, ale mimo wszystko jej uwaga mnie rozbawiła i uśmiechnęłam się szeroko, ale co najważniejsze, szczerze. Wiedziałam, że w razie czego mogę na nią liczyć.
- A to jest Victoria - Niall podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Ciepło z tamtego miejsca rozeszło się co całym moim ciele specjalnymi rurkami podpisanymi "Niall! Ustąp pierwszeństwa!" Lekko podskoczyłam kiedy czyjeś rękę objęły mnie czule.
- Tak się cieszę, że cię w końcu poznałam. Niall tyle nam o tobie opowiadał - uśmiechnęła się i fachowym wzrokiem oceniła moją sylwetkę. Chyba jej się spodobałam albo przynajmniej była usatysfakcjonowana.
Spojrzałam na Pauline która machała rękami żeby zwrócić moją uwagę. Ni migi pokazała mi, żebym powiedziała Niallowi żebyśmy usiedli przy stole, bo barszcz jej wystygnie na co Maya i Zayn zachichotali bezgłośnie. Szepnęłam Niallerowi to co kazała mu przekazać Pauline.
- To może usiądziemy - zaproponował ku wielkiej uldze Pauli.
Jak prawdziwy dżentelmen odsunął mi krzesło, żebym mogła usiąść. Zayn i Lou zrobili to samo dla dziewczyn. Tylko Li nie miał dla kogo być uprzejmy. Biedaczek.
Drzwi otworzyły się nagle z hukiem. Weszły przez nie dwie osoby, których nigdy bym się nie spodziewała. Clarie i Harry. On trzymał rękę na jej talii. Usiedli przy stole obok siebie.
- Przepraszamy za spóźnienie. - powiedziała Clarie.
- Nie martw się kochana.Niall jeszcze zdążył pożreć wszystkiego. - zaśmiała się pani Horan.
- Mamo... - upomniał ją chłopak. Był wyraźnie skrępowany co potwierdził fakt że coraz mocniej ściskał pod stołem moją rękę.
- To teraz zaśpiewajmy "Do they know it's Christmas"! - krzyknęła wesoło Maya. Grr! Ja chce już jeść! Przez trzy dni musiałam jeść te gówniane szpitalne obiady, a teraz mam tyle pyszności na wyciągnięcie ręki i nie mogę ich zjeść?!
Wszyscy wstali i zaczęli chórem śpiewać piosenkę. Ledwie otwierałam usta, żeby nikt nie usłyszał fałszu wydobywającego który się z nich wydobywa. Widziałam, że Niall rzuca wszystkim znaczące spojrzenia, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Nie zauważyłam nawet, że wszyscy przestali śpiewać i słychać było tylko mnie. Nieświadoma niczego zaśpiewałam sama cały końcowy refren i wokół mnie rozległy się głośne oklaski. Niall nawet gwizdnął i w pomieszczeniu rozległ się ogłuszający świst. Zawsze chciałam umieć gwizdać...
W każdym razie moje policzki wyglądały jakbym wykąpała się z czerwonej farbie i przypadkiem zapomniałam je umyć.
Usiedliśmy, a ja natychmiast dobrałam się do barszczu.
- Jeszcze opłatek - szepnął do mojego ucha blondyn.
- A nie możemy tego przełożyć na koniec? Jestem głodna - zrobiłam słodkie oczka i...
- Ehh... Okej - ...udało się!!! Yeah!!!
Odtańczyłam w myślach taniec szczęścia i rozpoczęłam wyścig z Niallem polegający na jak najszybszym zjedzeniu wszystkich dań bez zabrudzenia obrusu.
- Wygrałam! - krzyknęłam kiedy wyprzedziłam go o dokładnie jeden kęs. Za późno jednak zdałam sobie sprawę z własnej głupoty i wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Ten idiotyczny rumieniec znowu wślizgnął się na moje policzki i za nic nie chciał sobie pójść. Niall przytulił mnie żeby dodać mi otuchy, ale to tylko pogłębiło czerwień. Żeby nas nie krępować wszyscy wrócili do rozmów i jedzenia.
- Masz ochotę na spacer? - szepnął do mojego ucha. Dostałam gęsiej skórki przez jego bliskość, ale kiwnęłam głową i lekko uniosłam kąciki ust. Wymknęliśmy się z sali i zabrawszy kurtki, szaliki, czapki i rękawiczki wyszliśmy z budynku.

Pov. Philip
Szedłem przez śnieżycę z zapakowanym w ozdobny papier prezentem. Chciałem zrobić Pauline niespodziankę. Co prawda nie byliśmy już razem, ale zerwanie nie oznacza przekreślenia wszelkich relacji. My postanowiliśmy zostać przyjaciółmi i nawet nam to wychodzi. Jesteśmy bardziej jak rodzeństwo. Ona jest damską wersją mnie, a ja męską wersją jej. Rzadko się kłucimy, bo prawie we wszystkim się zgadzaliśmy. Zawsze możemy na siebie liczyć. Tak jak na Mayę, Victorię i Clarie. Wszystkie były kochane i słodkie, a Pauline miała do tego taśmę z filmami pornograficznymi zamiast mózgu. Uśmiechnąłem się wspominając jej sprośne komentarze wypowiadane zawsze w najmniej odpowiednich momentach. Chyba nadal ją kocham... Ale tylko trochę...
Odetchnąłem z ulgą kiedy zobaczyłem jej dom. Nie czułem już nóg i chciałem jak najszybciej znaleźć się w pomieszczeniu bezpiecznym od zamieci. Zadzwoniłem do drzwi. Odpowiedziała mi cisza. To niemożliwe. Rozmawiałem z nią i mówiła, że święta pewnie spędzi w domu. Wcisnąłem dzwonek jeszcze raz lecz znów powitała mnie pustka. Nie było jej. Czułem jak moje oczy zaczynają piec od nadmiaru nagromadzonych łez. Rzuciłem bukiet róż w śnieg i wróciłem do domu powstrzymując się od płaczu.

1 komentarz: