Pov. Niall
Przysunąłem palcem po złotych litrach na okładce. Było późno i nie miałem czasu, żeby zacząć ją czytać. Ale sam fakt, że dostałem ją od Victorii nadawał mnie entuzjazmem. To był najwspanialszy prezent jaki mogłem dostać. Harry chyba nie był zachwycony, bo od Pauline dostał bokserki, całą serię 50 twarzy Greya i pierwszą część na DVD i pudełko z sex-shopu, którego zawartości nie chce poznać. Lou dostał skarpetki na wszystkie dni tygodnia i około 30 koszulek w paski. Liam dostał kostium Batmana i maskotki z Toy Story. A Zayn dostał wiadro żelu do włosów i kartonową podobiznę siebie. Wszyscy byli zadowoleni, tylko Harry tego nie okazywał. Pieprzony dupek. Nawet nie podziękował. Biedna Pauline...
Ale dość o nich. Nie zasnę jeżeli nie porozmyślam nad idealnością Victorii. Nad perfekcyjnością każdej jej rysy. Tych ślicznych policzków, które rumienią się na najpiękniejszy odcień czerwieni jaki kiedykolwiek istniał. Tych cudnie wykrojonych pełnych warg, które mógłbym całować bez końca. Tych wspaniałych oczu w których zawsze widać ten specyficzny błysk oznaczający radość, chęć do życia i szaleństwo.
Takiej dziewczyny nie poznaje się codzień. Nie można przegapić takiej okazji.
Niall, do cholery! Myślisz jak Harry! Victoria to nie rzecz! Nie możesz tak o niej myśleć! Jest istotą żywą, a nie zabawką! Kurwa, Niall, ogarnij się!!! - krzyczałem sam na siebie w myślach. Kocham ją. Jest moją księżniczką i tak będę ją traktował. Bo na to zasługuje.
Pov. Victoria
Rano obudziła mnie pielęgniarka. Kto normalny budzi ludzi o 6.45?! Powiedziała, że musimy się zbierać, bo mają nowych pacjentów, a brakuje wolnych sal. Pokiwałam posłusznie głową. Kiedy wyszła pochyliłam się nad Niallem i przyłożyłam usta do jego ucha.
- WSTAWAJ ŚPIOCHU!!! - krzyknęłam tak, że wszyscy się obudzili, a Niall spadł z łóżka. Zaśmiałam się i poczułam mordercze spojrzenie Harrego na sobie. Wyklęłam go pod nosem. Usłyszałam niezadowolone jęknięcia Mayi i Pauline. Zostałam jeszcze przez nie obrzucona poduszkami zanim zaczęliśmy się pakować. Znaczy, nie mieliśmy za bardzo czego pakować no, ale heloł! Przecież ciast lekarzom nie zostawimy! MÓWIMY STOP OTYŁOŚCI WŚRÓD LEKARZY!
Tak więc, zabraliśmy wszystko i wróciliśmy do "domu" chłopaków.
- Ciasta moje! - wykrzyknął Horan i zabrał Pauline pudełko ze słodkościami.
- Chyba śnisz! - wyrwałam mu je i popędziłam na piętro.
- A-a-a. Moje! - Paula zręcznie chwyciła ciasta i wbiegła do jakiegoś pokoju. Szarpnęłam za klamkę. Fuck! Zamknięte!
Pov. Pauline
Wbiegłam do jakiegoś pokoju i szybko przekręciłam klucz. Mwahahahaha! Moje ciasto! Zaśmiałam się z własnej głupoty. Odwróciłam się tyłem do drzwi i poczułam czyjeś ciepłe wargi na moich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz