wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 27

Pov. Pauline
Czyjeś ciepłe wargi dotknęły moich. Oddałam się przyjemności i nie odezwałam od słodkich ust. Poczułam jak duże ręce chwytają moje biodra i rzucają mnie na łóżko. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą burzę loków. Harry.
Zerwał ze mnie ubrania, zostawiając w samej bieliźnie. Nie podobało mi się to. Nie chciałam stracić dziewictwa w taki sposób.
- Harry, przestań! - próbowałam mu się wyrwać, ale niestety bezskutecznie. Przygwoździł mnie do łóżka. Jedną ręką przytrzymywał moje nadgarstki, a drugą masował moje piersi. Mimowolnie jęknęłam. Mój mózg rozpoczął desperacką walkę z ciałem, próbując zmusić je, żeby przestało reagować na gorący dotyk Harrego. Zacisnęłam mocno uda, kiedy poczułam, że jego ręka powoli zmierza w tamte obszary.
- Harry - położyłam dłonie na jego policzkach - Nie rób tego.
W jego oczach przez chwilę widać było wahanie, lecz szybko zniknęło.
- Zamknij się! - wymierzył mi mocny policzek. W moich oczach zebrały się łzy. Pozwoliłam im swobodnie spłynąć po mojej twarzy. Nie myśląc długo pocałowałem Harrego czule. Jego ręce natychmiast przestały mnie penetrować i przeniosły się na moją talię. Nie oderwałam się od niego dopóki on tego nie zrobił. Spojrzałam z bólem w jego zielone tęczówki. Zobaczyłam w nich szczery smutek i żal.
- Przepraszam - podniósł się i zaczął zbierać moje ubrania. Podał mi je pociągając nosem. Był na granicy płaczu. Spojrzałam na niego ze zdumieniem. To dziwne, że w ciągu kilku sekund jego zachowanie tak bardzo się zmieniło.
Zaczęłam się powoli ubierać nadal nie spuszczając z niego wzroku. Nie patrzył na mnie próbując ukryć łzy.
- Czemu to zrobiłeś?
- Nie wiem, ja... Może po prostu jestem uzależniony? Może byłaś tak gorąca, że chciałem cie przelecieć? A może miałem taki kaprys?
Jego odpowiedź była co najmniej... dziwna. Wstałam z łóżka, wzięłam ciasto i skierowałam się do wyjścia.
- Pauline?
- Co? - zapytałam szorstko.
- Mogłabyś... Nie mówić o tym nikomu?
- Pojebało cię?! To podchodzi pod gwałt! Twoi "przyjaciele" powinni wiedzieć z kim mieszkają.
- Błagam cię... Zrobię wszystko - westchnęłam na jego słowa.
- Okej. Ale nie myśl, że tak po prostu ci to wybaczę.
Pokiwał lekko głową.
- Idź już. - powiedział cicho.
Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz